Warning: session_start() [function.session-start]: open(/tmp/sess_dcbbbacc40512a36dd2edf5252cf4ba2, O_RDWR) failed: Disk quota exceeded (122) in /lib/sessions.php on line 6

Warning: session_start() [function.session-start]: Cannot send session cookie - headers already sent by (output started at /lib/sessions.php:6) in /lib/sessions.php on line 6

Warning: session_start() [function.session-start]: Cannot send session cache limiter - headers already sent (output started at /lib/sessions.php:6) in /lib/sessions.php on line 6

Warning: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /lib/sessions.php:6) in /index.php on line 24

Warning: error_log(errors.log) [function.error-log]: failed to open stream: Permission denied in /lib/exception.class.php on line 79

Warning: error_log(errors.log) [function.error-log]: failed to open stream: Permission denied in /lib/exception.class.php on line 79

Warning: error_log(errors.log) [function.error-log]: failed to open stream: Permission denied in /lib/exception.class.php on line 79

Warning: error_log(errors.log) [function.error-log]: failed to open stream: Permission denied in /lib/exception.class.php on line 79

Warning: error_log(errors.log) [function.error-log]: failed to open stream: Permission denied in /lib/exception.class.php on line 79

Warning: error_log(errors.log) [function.error-log]: failed to open stream: Permission denied in /lib/exception.class.php on line 79
Portal rodzinny, graf rodzinny - genealogia Polaków - NaszaRodzinka.pl
Przejdź do głównej strony Twojego konta
Dzisiaj jest środa 20.11.2019
imieniny obchodzą:
Anatol, Sędzimir, Feliks
Życzymy miłego dnia!
Zaproś znajomych i przyjaciół!
Odszukaj znajomych
Dodaj nową firmieDodaj nową firmie
REKLAMA
Polonia
Katalog firm
Liczba dostępnych albumów:278
Liczba porad dla Ciebie i Twojej Rodzinki: 78



Litwa
Fot. Jerzy Karpowicz
Tylko na kresówce o Polsce mówi się z taką pasją, jak nigdzie indziej

 

W niepamięć poszły ponad tysięczne dla niektórych zespołów kilometry podróży, wielogodzinne próby w amfiteatrze, kiedy skwar upału co pewien czas zamieniała ulewa deszczu, nie pamięta się już szaleństw os i szerszeni, czyhających również na tych, którzy wpisali się tym razem do dziejów już 14 Festiwalu Kultury Kresowej w Mrągowie.

 

Pamięta się natomiast to, w imię czego się tu jechało i do czego się szykowano w miejscu swego zamieszkania - koncert galowy. Taki koncert, który już od wielu lat bywa ogromnym świętem nie tylko dla mrągowian, ale też całych gromad przybywających kresowiaków z Polski jak długiej i szerokiej. I tym razem siedmiotysięczny amfiteatr wypełniony po brzegi, promieniujący pomarańczowym kolorem wianków i peruk, bo to kolor TV2, głównego organizatora Festiwalu.

 

Ponad 400 artystów, jak w barwnym kalejdoskopie zmieniało się na scenie, wplatając taniec i pieśń polską, zawsze cudowną i zawsze wzruszającą. Bo czy można się nie wzruszyć, gdy na scenie śpiewa dziecięcy zespół folklorystyczny „Dzwoneczki” z ukraińskiej wsi Strzelczyska, gdzie istnieje szkoła polska, w której ten zespół działa od sześciu lat.

 

 

Polesia czar” z Żytomierza - to rewelacja festiwalu. Tym razem artyści kilku polskich zespołów z wołyńskiego Polesia przygotowali wspólny program, do którego weszły takie zespoły jak chór męski „Poleskie sokoły”, jak młodzieżowa grupa taneczna „Słoneczko”, jak chór dziecięcy „Dzwoneczki”. Czyli trzy pokolenia artystów połączyły swe siły, a solista tego zespołu - to fenomen co do skali i piękna głosu. To właśnie ten zespół przywiózł nową „Pieśń o Mrągowie”, a w jego wykonaniu „Czerwony pas” czy „Pieśń legionów” nigdy nie zestarzeje.

 

W bloku ukraińskim nie zabrakło oczywiście kapeli „Dzieci z Łyczakowa”, zawsze dowcipnej i swojskiej ze swego batiarskiego charakteru, chóru „Lumena” czy kwartetu „Sursum Corda” z Sambora.

 

Blok białoruski natomiast rozpoczął całość galowego koncertu pieśnią wyjątkowo wzruszającą tych, którzy musieli porzucić swoją ojcowiznę - „Kraj rodzinny matki mej”.

 

Swój kunszt artystyczny mogły tym razem zaprezentować zespoły z Grodna („Chabry”) i Brześcia („Cantabile”), Mińska i Smorgonia. To właśnie w Smorgoniu istnieje cudowny zespół muzykującej rodzinny Zychów, gdzie mama, tata i pięcioro dzieci w różnym wieku - z najmłodszym trzyletnim Mareczkiem - też stanowili rewelację i zebrali bodaj największe brawa. Co tam mówić, występ dzieci najbardziej wzrusza.

 

Chór „Tęcza” z Mińska przyjechał na festiwal po raz pierwszy. To kolejna rewelacja, gdy się uwzględni, że w stolicy Białorusi, nie zawsze przychylnej dla Polaków, rozbrzmiewają takie pieśni po polsku, jak „Cześć polskiej ziemi, cześć ojczystej ziemi, cześć”, czy nawet wiązanka polskich pieśni, tak dobrze znanych całej widowni, toteż cała widownia śpiewała razem.

 

Śpiewanie razem z widownią - to tradycja mrągowskiego festiwalu.

 

Już bodaj trzy lata z rzędu w układanym przez reżyserów i scenarzystów scenariuszu brakuje „Sokołów”. Ale ta pieśń ma taką moc, że nie da się jej pominąć żadnymi zawczasu układanymi scenariuszami. Po raz pierwszy prowadząca koncert galowy prezenterka TV2 Anna Popek to doskonale rozumie, toteż w finale wezwała, by bez próby wszystkie zespoły a i widzowie ją zaśpiewali jednym wspólnym chórem. Tak też było i niedosyt wspólnego śpiewania został zaspokojony.

 

Prawie pięć godzin trwał koncert. Już się ściemniało, jedynie tafla wodna jeziora Czos połyskiwała w świetle reflektorów festiwalu.

 

Nasze zespoły niosące podmuch Ziemi Wileńskiej były gorąco oklaskiwane przez widownię. Bo były naprawdę dobre: dziecięce jak „Wilenka” czy „Świtezianka”, albo dorosłe, jak „Zgoda” czy „Solczanie”. Mieliśmy swoją rewelacyjną kapelę - Kapelę Świętojańską pod kierunkiem Jana Szpakowa. Powstała we wsi Sużany, bardzo swojsko wpisała się do barw festiwalu poprzez swoją niekłamaną ludowość w polce „Stara baba” czy w innych znanych na Wileńszczyźnie utworach, jak „Rudy dziad, ruda baba” i itp. Tej autentyczności dodawał artystyczny duch samego kierownika, nieco ekstrawaganckiego, ale przecież innego i dlatego da się zapamiętać go i polubić. Zawadiacki styl wykonania nadawał też nasz kolega redakcyjny Zygmunt Żdanowicz i skromny, wręcz powściągliwy styl skrzypaczki Emilii Żdanowiczówny. Kapela ta była wprost rozrywana na inne występy dodatkowe.

 

Wyjątkowo pięknie wypadła licząca już 35 lat „Wilenka” ze Szkoły Średniej im. Wł. Syrokomli pod kierunkiem Janiny Łabul. Spośród dużego repertuaru zespołu reżyserzy wybrali „Suitę rzeszowską”, między innymi o bardzo ciekawym układzie. To ten zespół wybiera z kuferka babuni piosenki dawno zapomniane, chociażby „Jak pojechał pan Borkowski”, to ten zespół zainicjował „Walca wileńskiego” tak zgrabnie podchwyconego przez inne nasze zespoły i widownię. „Wilenka”, podobnie jak „Dzwoneczki” z Żytomierza, została wyróżniona przez Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego RP. Była to najwyższa nagroda tegorocznego festiwalu.

 

Zespół „Świtezianka” i jego kierownik artystyczny oraz opiekunka wyjazdu Krystyna Bogdanowicz podczas próby roboczej zaprezentowały cały swój bogaty repertuar, gdyż również w tym roku zespół świętował swoje trzydziestolecie. Komisja wybrała na galową scenę taniec litewski. Urok tego tańca został również oceniony sążnistymi brawami, podobnie jak pieśń o ukochanym Wilnie oraz inne. Użądlenie osy w powiekę kierowniczka zespołu dzielnie zniosła.

 

Zespół tańca ludowego „Zgoda” pod kierunkiem Henryka Kasperowicza nie jest nowicjuszem w kresówce mrągowskiej. Przywozi tu zawsze to, co ma najlepszego. Tym razem spośród czterech proponowanych obrazków, jak „Tańce żydowskie”, które są fragmentem przedstawienia Kaziukowego, „Mazura ułańskiego” oraz „Tańców weselnych”, komisja na scenę galową wybrała „Suitę Spiską” - zawrotną w rytmie, wspaniałą w swej wymowie artystycznej. Co prawda Henryk Kasperowicz bardziej chciałby pokazać coś regionalnego, wileńskiego, ale życzenie organizatorów jest niepodważalne. Od wszystkich czternastu lat Telewizja Polska wydaje ostateczny werdykt co do repertuaru galowego koncertu. „Zgoda” też miała swoje popisy śpiewane.

 

 

Zespół „Solczanie” z pełnym uzasadnieniem jest nazywany reprezentacyjnym zespołem Ziemi Solecznickiej. Jest w takiej formie artystycznej, że może zająć czołowe miejsce wśród najlepszych zespołów Wileńszczyzny. „Ukochana ma wileńska ziemio” czy „Pieśń o Wilnie” zmienia pieśń o tym, jak dziewczę „wiło wianki i rzucało je do wody” oraz „Suita tańców wileńskich”. Kierownictwu Renacie Brasel, Bożenie Niewierkiewicz, Giennadijowi Afanasjewowi zespół zawdzięcza wiele wysokiej rangi nagród oraz kunszt artystyczny. To właśnie temu zespołowi było dane wykonanie finałowego akcentu, którym był „Ostatni mazur” odtańczony przez nasze zespoły i odśpiewany przez młodego śpiewka Zdzisława Palewicza.

 

To nie wszystko, co mogła tego roku zaprezentować ekipa artystów z Wileńszczyzny. Na placach Unii Europejskiej i Jana Pawła II wystąpiły „Sużanianka” oraz „Jaskółeczka” z Rudomina. Prezes Centrum Kultury Polskiej na Litwie im. Stanisława Moniuszki Apolonia Skakowska, kierownik całej ekipy z Litwy uważa, że w tym roku musiały wziąć udział w tej najbardziej prestiżowej imprezie kresowiaków zespoły - jubilaty. I tak też się stało. Zresztą to te zespoły były najbardziej zauważone podczas jubileuszowego Festiwalu Kultury Polskiej na Litwie „Pieśń znad Wilii”, którego od 15 lat organizatorem jest Centrum Kultury Polskiej na Litwie im. St. Moniuszki.

 

Jak zwykle podczas festiwalu kresowego było szereg imprez towarzyszących, w tym spotkanie poetyckie, już tradycyjny koncert przy pomniku Jana Pawła II, który w tym roku przygotowała Apolonia Skakowska. Między innymi otwarcie wystawy fotograficznej naszego kolegi Jerzego Karpowicza, kronikarza wszystkich czternastu festiwali, oraz wystawa historyczna kolekcjonera pamiątek kresowych Ryszarda Bitowta. Jak co roku nasi poeci oraz poeci z Białorusi i Ukrainy mają możliwość zaprezentowania swych wierszy w kościele św. Wojciecha. Do tych momentów z życia festiwalowego powrócimy w najbliższym czasie. Jak też do występu podczas wieczornicy Krzysztofa Daukszewicza, dowcipnisia bardzo ciętego na język, a z urodzenia wilnianina, pochodzącego z okolic Ziemi Trockiej, nieopodal Połukni i Rudnik.

 

Jak co roku można tu było spróbować chleba wileńskiego, nabyć palmę wileńską, które tym razem były dziełem Stanisława i Stanisławy Rynkiewiczów, posmakować serc lukrowanych czy nabyć precyzyjne prace mistrza w drzewie Michała Jankowskiego. No i nasycić się niepowtarzalną atmosferą ciepła i serdeczności kresowej.

 

Jeszcze tylko korowód przez miasto wszystkich zespołów. A to zawsze jest obrazem upiększającym miasto, którego mieszkańcy w przeważającej większości stanowią byli mieszkańcy kresów lub są dziećmi czy wnukami kresowiaków.

 

Taką jest rodzina Stanisława i Marii Huszczów. Trzeba było dopiero za czternastym przyjazdem do Mrągowa spotkać tych ludzi, którzy ze swego rodzinnego Szumska i okolic sprowadzili do swych posiadłości wszystko, co udało się uratować od zapomnienia. To wóz zachowany w rodzinie w Miżniunach, to „żarny” bezużyteczne już w rodzinie podwileńskiej, to kamienie, z takim gustem ułożone na posesji państwa Huszczów. A ta posesja znajduje się nad samym jeziorem Czos, tylko z przeciwległej strony od amfiteatru. Na niej też znajduje się hotel, w którym mieszkaliśmy - w samym centrum miasta, za co nasi uczestnicy są bardzo wdzięczni organizatorom. Inne zespoły również znalazły na te cztery dni noclegi bardzo wygodnie ulokowane.

 

Na takie luksusy pozwolono bodaj po raz pierwszy.

 

A jednak Huszczowie. To pan Stanisław uruchomił swoją prywatną łódź, by przewieźć artystów na drugi brzeg jeziora wprost na scenę amfiteatru, to obaj małżonkowie bardzo chętnie opowiadali o swej wędrówce do tego miasta, gdzie dziś znaleźli swoją przystań, gdzie im się urodziły dzieci i wnukowie. Rodzice pani Marii przywieźli ją w wieku niemowlęcia z okolic Wołkowyska. Dla nas, wilniuków, o swych losach wcale niełatwych opowiadają bardzo szczerze, jak gdyby byli z naszej jednej rodziny wileńskiej. Zanim dorobili się tego hotelu, musieli spróbować wielu trudów życiowych. Teraz mogą się poszczycić bogatym muzeum rodzinnym, gdzie przechowywane są wszelkie perełki ze sprzętu domowego i gospodarskiego domostw wiejskich. Między innymi liczydła, na których liczył jeszcze ojciec pana Stanisława i dzieżę, w której chleb miesiła babcia. Pasją pana Stanisława są motocykle, którymi zwiedził nie tylko całą Polskę, ale też Rosję, by złożyć hołd pomordowanym w Katyniu.

 

O festiwalowych spotkaniach można pisać bardzo wiele. Bo wszystko tu jest ważne, gdy spotykają się ludzie tego samego rodu, gdy rozumieją się z pół słowa, bo żyją tą samą pasją - zachowaniem polskości w swojej małej ojczyźnie, którą dla jednych jest Wileńszczyzna, dla innych Lwowszczyzna, dla jeszcze innych - Polesie czy Wołyń.

 

Nie da się pominąć naszych prowadzących przez wszystkie poprzednie lata - Anny Adamowicz oraz Dominika Kuziniewicza, tutaj znanych jako Ciotka Franukowa oraz Wincuk z Pustaszyszek. Każde ich wyjście na scenę jest tu oczekiwane i gorąco oklaskiwane. Bo i umieją wyjść z każdej nawet nieprzewidzianej sytuacji w sposób żartobliwy - nad sobą i nad charakterem kresowym.

 

Po raz pierwszy prowadziła kresówkę Anna Popek. Tak ze sobą się rozumieli, jak gdyby znali się przez wiele lat. Mieli też wielu rozmówców kresowiaków na temat „Czym jest kresowa fantazja”. Umieją kresowiacy fantazjować, nigdy nie tracić animuszu i wiary w dobro.

 

I nic dziwnego - śliczna prezenterka, dziennikarka z krwi i kości, też ma rodowód kresowy, lwowski. Jest na tyle bezpośrednia w obcowaniu z kresowiakami, że od razu potrafi zjednać przyjaciół. Wywiad z nią zamieścimy wkrótce.

 

Bardzo serdeczne podziękowanie chcemy złożyć organizatorom i sponsorom festiwalu, którzy na tę imprezę nie żałowali ogromu serca i kosztów. To przede wszystkim Senat RP, Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego RP, to pani burmistrz Mrągowa Otolia Siemieniec, prezes Towarzystwa Miłośników Wilna i Ziemi Wileńskiej w Mrągowie Aniela Dobielska, to dyrektor Centrum Kultury i Turystyki Lech Gołębicki.

 

Patronatem honorowym festiwal objęła małżonka prezydent RP Maria Kaczyńska.

 

Pani burmistrz w rozmowie z „Kurierem” powiedziała, że dla niej, niekresowianki, ten festiwal ma szczególne znaczenie, gdyż na nim o Polsce mówi się z taką pasją, z jaką się nigdzie indziej nie mówi.

 

Krystyna Adamowicz

 

Na zdjęciu:

35-letnia”"Wilenka” śpiewała i tańczyła tak atrakcyjnie, że została nagrodzona najwyższą nagrodą - Ministra Kultury RP

REKLAMA

Warning: error_log(errors.log) [function.error-log]: failed to open stream: Permission denied in /lib/exception.class.php on line 79

Warning: error_log(errors.log) [function.error-log]: failed to open stream: Permission denied in /lib/exception.class.php on line 79

Fatal error: Call to a member function AddException() on a non-object in /lib/exception.class.php on line 84